Parę „szybkich” z Panem Andrzejem i Panem Jackiem!

…to były bardzo dobre dwa dni🙂

IMG_1085

Kibicuje tym którzy mogą!

13 kwietnia, po 21 tygodniach ze Skarżyńskim z czego przynajmniej 15 przebiegane zgodnie z planem… „dupa zbita”.

Nie uda mi się sprawdzić czy Jurek Skarżyński miał racje w rozdziale swojej książki z planem na maraton poniżej 3:30’00 (choć realnie rzecz biorąc każda życiówka by cieszyła). Noga i gardło nie pomogły w dowiezieniu celu na dziś, ale wcielam w życie plan B… wertuje książkę Jurka do w/w rozdziału… zaczynamy od nowa!

Po Orlen Warsaw Marathon zostaje pakiet startowy i kibicowanie na trasie tym którzy mogą, ale już niebawem…
04.05.2014 – Wings For Life World Run #25km
31.08.2014 – BMW Półmaraton Praski #1:45:00
28.09.2014 – PZU Maraton Warszawski #<3:45:00

IMG_0709

21 tygodni ze Skarżyńskim

153 dni do 13.04 i do sprawdzenia na samym sobie rozdziału z książki Jerzego Skarżyńskiego… Maraton poniżej 3:30🙂

Zrzut ekranu 2013-11-10 17.27.21I mała ankieta

Pobiegany tydzień!

Maraton Warszawski, Konferencja Winsg for Life World Run i piona z Jerzym Skarżyńskim, pierwsze bieganie Kasi sąsiadki🙂 #jaramsie

Otagowane

Kiedy u nas?

Maleńki Tallinn potrafi… Od lat o tej porze roku spece od nisko zawieszonych 4-kolek i małych rowerków rywalizują o zwycięztwo w Simple Session (kiedyś SIMPEL).

Od 2 lat bez tytularnego sponsora, ale od zawsze z czołówką riderów ze świata.
Brawo Tallinn… Teraz POLSKA?!?!

20130317-124648.jpg

Otagowane , , , ,

(Czy) Zostaną bohaterami!!!

Stanu wojennego nie pamiętam, do pierwszych demokratycznych wyborów nie przywiązywałem jako dziecko zbytniej wagi, medal Polaków z Barcelony pamiętam mgliście.
Lata darcia łachy z nieudanych występów polskich piłkarzy przeplatanych ułańską wiarą i nienawiścią polskich kibiców pamiętam wybornie…, piłki nożnej w polskim wydaniu zarówno w sferze sportowej jak i około sportowej poprostu nie lubię.

Euforie, w której sam zresztą świadomie brałem udział – no bo EURO, bo pięknie, bo ludzie uśmiechnięci, bo w telewizorze wyglądamy jak Europa, bo jak każdy Polak wyglądamsukcesu Ojczyzny, a najprostszym ujściem tej chęci są sukcesy sportowe.
Zatem z powodów mniej piłkarskich, a okolicznościowych czułem po meczu z Grekami zapewne to co wszyscy rodacy od wiwatnego URAAA MAMY ICH do siarczystego NO ŻESZ KURWA MAĆ.. ZNOWU… Przerwy pomiędzy meczami kolejnych grup w Euro mają jednak tę zaletę że mimo rozczarowania pozwalają na powrót do trybu radosnego i zregenerowania w sobie nieuzasadnionej zupełnie wiary w wynik meczu z Rosjanami.

Rosjanie w meczu z Czechami pokazali zupełnie inny świat niż ten który obserwowaliśmy w pojedynku naszych z Greklami, szybkość, precyzja, mordercza skuteczność czyli wszystko to czego zabrakło nam na narodowym. W dniu meczu czułem sie chyba tak jak czuje się sportowiec przed najważniejszym krokiem w karierze i momo abstrakcyjności myślenia o zwycięstwie baaardzo chciałem… wszyscy chcieli! Dlatego nie dziwię się że 1:1 ze wschodnimi sąsiadami fetowaliśmy jak zwycięztwo – dosyć to głupie wszak świat sportu nie znosi kompromisów i remis to remis. Naró docenił jednak serce zostawione na boisku, siniaki Lewandowskiego, bolący łokieć Perquisa na któy tenm nie zważał i wreszcie działączy za to że uchylili dach – ponoć sprawce rónież remisu (ale poczytywanego jako porażkę) w meczu z Grekami. Zatem wiwat wiara, wiwat chęci, wiwat rozpracowanie techniczne Franka Smudy i wiwat budowniczy stadionu że dach nie tylko się zasuwa ale daje się również złożyć!

Media podbijają piłeczkę która jest w stanie zamordować najsilniejsze charaktery – pasek: piłkarze na śniadaniu, piłkarze spotykają się w hotelowej recepcji, Polacy jedzą obiad itd. itp. Pytają coraz to bardziej znane osobistości jaki będzie wynik… a jaki ma być wygramy… Każdy zdaje sobie sprawe że twarde stąpanie po ziemi w tej sytuacji nie jest wskazane bo można popaść w niełaskę w oczach tak zwanej opini publicznej! W gliwicach szyją flagę, we Wrocławiu otoczyli hotel, błękitny pokazuje długość trawy na stadionie we Wrocłąwiu czy aby odpowiednio przystrzyżonei zroszone. Błaszczykowski jest bohaterem, Lewandowski super bohaterem, Franciszek SMuda cichym bohaterem co do którego decyzję wspomniana opinia publiczna podejmie dziś wieczorem – albo będzie w niebie albo skończy się jak zwykle w polskich realiach.
Szczęsny z bohatera narodowego wychodowanego już znacznie wcześniej w renomowanym Arsenalu, obitego solidnie w bojach jak mecz „towarzyski” z Niemcami przepadł w rejony niełaski połączonej z niewiedzą – bo czy faul w meczu z Grekami był superposunięciem taktycznym, które w efekcie dobrej obrony Tytonia nas uratowało czy może frajerskim wybrnięciem z beznadziejnej sytuacji zgotowanej sobie na własne życzenie? Tytoń z trzeciego bramkarza przeskoczył kontuzjowanego Fabiańskiego i obdarowanego czerwienią Wojciecha Sz. stał się ostoją spokoju. Tytek mimo że rządnbykontynuacji swojej gry przed kamerami gryzie sie po języku powtarzając jak niegdyś Adam Małysz mantrę o dwóćh rónych skokach, historie o tym jak to najważniejsze jest dobro drużyny… i dobrze bo to pokazuje że poza paroma niemiłymi słowami w reprezentacji rządzi Franek i jego ludzie a w naszych realiach to już coś!

Dyscyplina, częsty hals pod prąd w kontekście decyzji kadrowych w reprezentacji powodują że i dziś kosze ogródek na regulaminowe 23mm, chłodze piwko, jaram się entuzjazmem ludzi, trzymam, kciuki żeby nasi zagrali tak żeby nawet niepomyślny rezultat nie sprawił że pogrążymy się w narodowym lamencie jacy to oni ^&*^!@ujowi.
Mam nadzieję że to nowe otwarcie, chce żeby tak było!!! Jaram się jeszcze bardziej radiowym Tomkiem Zimochem, który w okresie Euro wogóle zachowuje się jakies 72% bardziej entuzjastycznie niż jego normalny poziom rozentuzjazmowanai wydarzeniem sportowym z udziałem rodaków. Jaram się tym że nawet tacy malkontenci jak ja wchodzą w zakresy radości piłkarskiej dotychczas nieosiągalne dla niekibica.

Konkludując: w bramce stanie Szczęsny i wróci do nieba bo bramkarz musi być wariatem, Polacy po krwawym boju nie zawiodą i będą gryźli trawnik by dowieźć upragnione 2:1 dające awans. Kibice zgotują we wrocławiu najwspanialszy dzień całej reprezentacji, któy zostanie przebity dopiero po awansie do PÓŁFINAŁU.
Tego Wam i sobie życzę tadaaaam!

POLSKA MISTRZEM POLSKI!

Dawno nie byłem na meczu piłkarskim, pomijając te oglądane przed telewizorem. Warto było jednak przewietrzyć głowę i przejść 5km w pielgrzymce spod BUWu na Stadion Narodowy – jest wyborny i pisze to bez zakamuflowanej hejteriady.
Ładnie wygląda, a mimo operowania ograniczoną ilością wejść kibic wchodzi bez większych trudnosci, kupuje zapiekse, popija herbatą Pierca Brosnana albo i nie no i wreszcie zajmuje miejsce… z dobrym widokiem wygodne i dające zadziwiająco duże poczucie bezpieczeństwa co wcale nie jest takie oczywiste w polskich okolicznościach przyrody. SUPER!

Wystawiając zatem pomeczową ocenę dla obiektu jako takiego w 10 stopniowej skali daje 6+ bo jeszcze sporo do zrobienia ale jest juz baaardzo nieźle – toalety działają i nie ma koniecznosci spędzania tam czasu na bezdechu, bijąc rekord z „Wielkiego Błekitu”, kolejki do punktów gastro też ok no i generalnie europejsko – CZAD!

Żeby jednak z tej układanki była radność, poza oczywiście radością z całej otoczki którą znamy z mediów – od 9 miesięcznego opóźnienia z oddaniem, poprzez Superpuchar Polski, aż do Pani Ministry (odmienia się Pani Ministro :-)) włącznie, trzeba miec piłkarzy którzy na tym stadionie zagrają i kibiców którzy to coś będą chcieli konsumować.

Tych ostatnich mamy… nabrali sie na nowy wypiek w postaci stadionu i jak mówiła w wywiadzie dla TVN24 para z Ostrołęki obeszli obiekt i mecz już nie potrzebny… i trudno się z tym nie zgodzić – reszta jakby lekko zakalcowata.

Siedziałem w radosnym sektorze w którym kibice ratowali widowisko jak mogli:
– hymny obu krajów z zachowaniem wszelkiej powagi – zrobione
– minuta ciszy dla legendy portugalskiego futbolu – jest
– meksykańska fala w obu kierunkach – zrobiona
– jebać PZPN – odśpiewane
– druga strona odpowiada – do poprawki.. druga strona najwyraźniej nie dosłyszała

No i tak by sobie pewnie to widowisko upływało gdyby nie fakt że główni aktorzy jacyś niemrawi i właściwie wymuszali na publice konieczność poszukiwania alternatyw.
I tak najpierw sektor wywołał z „ławki” JUSTYNĘ KOWALCZYK… nie wybiegła jednak z tunelu nie wiedzieć czemu, niewzruszeni więc postanowili rozpocząć nawoływanie innej legendy sportów zimowych Adama Małysza… zachęcając go rzecz jasna do lotu, potem był jeszcze BORUBAR. Niestety wspomniane groźby zmian w pierwszej połowie nie wywołały mobilizacji w drużynie biało-czerwonych.
Wtedy przyszedł czas na 44 minute i gafe jednego z portugalskich obrońców i zapewne zapamiętane na najbliższe dni dzieło naszego Ireneusza. Dotychczas sądziłem że jego nawisko to zbieg okoliczności po tej akcji wiem że nie.
Kiedy ktoś z sektora powątpiewając zapytał kto był bohaterem nieudanej akcji usłyszał błyskawiczną odpowiedź… RYSIEK Z KLANU. Widząc tragedię RYŚKA i patrząc na wykon JELENIA trudno nie znaleźć analogii jedno i drugie tak tragiczne że aż śmieszne i głupie za razem.

Wynik 0:0 w tym konkretnym wypadku nie mówi zupełnie nic no może poza faktem że jak zwykle mamy wiecej szczęścia niż rozumu i umiejętności w tej akurat rozchwytywanej na prawo i lewo dyscyplinie.
Wartościowe natomiast jest to że nasi kibice chłoną zasady dobrego wychowania jak twister z KFC. Nie tylko z trudem ale jednak powstrzymali się od gwizdów przy prezentacji zespołu Portugalii, nie tylko dotrzymali prawie do końca z wygwizdaniem bądź co bądź gwiazdy światowego futbolu Krystiana eR, ale przedewszystkim odnaleźli w sobie niezbadane pokłady autoironi z siebie samych i piłkarzy którym przyszli kibicować – ubawiłem się!

Walka dobra ze złem

1:0 dobro… ciekawe jak będzie dziś!